Jak sprzedawcy nas nagabują, czyli marketing w sklepie, sztuczki

Poniżej, o tym, jak specjaliści od marketingu próbują nas nabrać przy okazji codziennych zakupów. Niby wszyscy o tym wiedzą, ale i tak większość klientów nabiera się na proste sztuczki.

Marketing w sklepie

Przykładowo efekt wabika polega na ekspozycji tańszego towaru w pobliżu droższego o podobnej jakości. Gdy szukasz pralki za 1000 zł o klasie energetycznej A trzy plus, to w pobliżu znajdziesz podobną pralkę również o klasie energetycznej A 3 plus, ale będzie ona kosztowała o 200-300 zł więcej. Wówczas pomyślisz, że ta tańsza wersja spadła Ci z nieba i jak jej nie kupisz, to zrobi to ktoś inny, bo przecież to jest niebywała okazja. Zatem pokazanie klientowi, że może być drożej, wywołuje u niego potrzebę skorzystania z okazji.

Niby prezent – trik na dobre serce?

Przykładowo szacunkowa wartość maszynki do golenia to 200 zł, ale sprzedawcy zależy byś dodatkowo kupił coś jeszcze za 50 zł, na przykład pendriv’a. Chce on zrobić dwa interesy za jednym razem. Dlatego często zdarza się, że maszynka będzie w niebywałej promocji, a hasło reklamowe będzie brzmiało Maszynka do goleni za 250 zł i super pendrive całkowicie za darmo.

Tańsze produkty na samym dole

Marketingowcy już wiedzą, że my wiemy, że na samym dole są tańsze produkty o obniżonej jakości. Nie są to topowe marki, a raczej rzeczy dla osób, które nie lubią przepłacać i zgodzą się na trochę niższą jakość.

Ale teraz jest inaczej. Bo właśnie o sam dól regału w sklepie zabiegają już prestiżowe marki. Przykładowo gotowe zupy pewnej firmy niezależnie od sklepu stoją zawsze na samym dole. Od kilku miesięcy nie zmieniają swojego położenia w żadnym polskim sklepie. Nie ważne, czy to Warszawa, czy Zgorzelec, to stoją na samym dole, niby niewidoczne. Oczywiście takie umiejscowienie produktu kosztuje producenta, ale najwidoczniej ten zabieg mu się opłaca, bo wielu myśli, że na dole jest znacznie taniej.

Cena za kilogram czy za 100 gram?

Zdarza się, ze ceny droższych produktów podawane są za 100 g zamiast za 1 kg. Często dopiero przy kasie okazuje się, że orzechy za które spodziewaliśmy się zapłacić 2,99 zł zapłacimy 29 zł. W dodatku jednostki miary pisane są mniejszą czcionką lub mniej widocznym kolorem.

Pułka sklepowa czy paleta?

Inna sztuczką dla naiwnych jest układanie produktów na wszystkim byle nie na ładnej półce. Wówczas eksponuje się dany produkt rozłożony najczęściej na palecie. Efekt nakłonienia do zakupu ma polegać tutaj na sprawieniu wrażenia, że w tym sklepie nie wydaje się pieniędzy na reklamę, czy zbędne ozdobniki i oświetlenie. Paleta kojarzy się ludziom z magazynem, a wiadomo, że w magazynie nie może być drogo. Gdyby ten sam produkt położyć na pięknie oświetlonej półce w towarzystwie drogich czekolad, to prawdopodobnie nikt nawet by tam nie podszedł.